szpak poleciał wysoko niczym adam małysz…

to już… osz kurczaki… 6 lat… ale ten czas leci. byłem wtedy młody, może nie aż tak piękny i sexy jak teraz 😉 hihi (to był żart, gdyby ktoś nie zrozumiał ;p ). spełniałem jedno ze swoich największych marzeń. stałem na tej scenie ze świadomością tego, że ogląda mnie ponad 120 milionów ludzi na całym świecie. czułem się spełniony, ale przede wszystkim przerażony i dziwnie rozczarowany. pewnie teraz zastanawiacie się ‘dlaczego rozczarowany?’. no właśnie… mój sen się spełniał, to prawda i pewnie wiele osób byłoby w siódmym niebie, ale nie ja. czułem, że jest w tej całej sytuacji coś strasznie przygnębiającego, że nie jest to już tylko marzenie, ale dzieje się to właśnie ‘tu i teraz’. to coś o czym się zawsze śni, a to się dzieje naprawdę. przerażające było to, że nie byłem na to gotowym, że czułem, że to wydarzyło się za szybko. wiedziałem, że to nie jest mój czas. miałem też świadomość, że ciężko będzie mi znaleźć nowe marzenie, które będzie mogło przebić to właśnie spełniające się, bo przecież, czy jest coś większego niż konkurs piosenki eurowizji? największe telewizyjne show na całym świecie, tuż obok kilku wydarzeń sportowych (nigdy nie byłem fanem piłki nożnej, czy rugby, więc to eurowizja była od dziecka moim nr 1).

no ale przecież ‘eurowizja, przepełniona brokatem i cekinami’, ‘tanie i gówniane utwory’, ‘wszyscy mają w dupie, kto wygra’, ‘najgorsze show na ziemi’, ‘przecież ogląda się to tylko dla jaj’, ‘jak pokażesz dupę, to wygrasz’… czy to nie to, czym byliśmy od dawna karmieni? nikt tego nie lubił, ale wszyscy oglądali… polska straciła wiarę w eurowizję od momentu kiedy wprowadzono system półfinałów. mieliśmy poczucie, że nie mamy sąsiadów, którzy by na nas głosowali, pewnego rodzaju poczucie niesprawiedliwości, że niektóre kraje automatycznie są w finale, choć np. mają od nas gorsze utwory. ale próbowaliśmy zrobić wszystko, żeby się przypodobać Europie, tak bardzo chcieliśmy powtórzyć sukces edyty z 1994 roku, niestety nic nie działało. w tym samym czasie polska telewizja zaczęła traktować sam konkurs po macoszemu, raczej jako nieprzyjemny obowiązek. wygrani w narodowych preselekcjach musieli sami się zmagać z finansowaniem występu podczas konkursu, nie mówiąc już o braku jakiejkolwiek współpracy. i wtedy wystartowałem ja w 2010 roku. ten, który myślał, że będzie w stanie coś zmienić, ten który powiedział ‘koniec tego’, musimy walczyć o ten konkurs, żeby przestał kojarzyć się ze zwyczajnym pokazem kiczu.

pojechaliśmy, nie weszliśmy do finału. nawet polscy fani eurowizyjni, którzy do czasu samego konkursu tak bardzo wierzyli i ‘kochali’, ci sami, którzy walczyli o to, by przyznano mi dziką kartę, ci sami, co wysyłali smsy i wybrali, by ‘legenda’ pojechała do oslo, nagle się odwrócili po konkursie i zaczęli ‘nienawidzić’. wszyscy wracający po konkursie bez większego sukcesu artyści, nie wypowiadali się na temat eurowizji, tak jakby był to ich największy życiowy koszmar. zastanawiałem się zawsze, dlaczego tak jest, do czasu, aż spotkało to mnie i nagle zrozumiałem. takiej dawki hejtu, wylewania żółci nie doświadczyłem nigdy wcześniej. nie było to przyjemne, ale postanowiłem, że nie będę chować głowy w piasek i zawalczę o przyszłość tego konkursu. ‘dlaczego nie otrzymujemy pomocy, dlaczego pozwalacie nam przegrywać?’ zapytałem wtedy telewizję na łamach prasy. byłem wtedy młody i głupi, nie pomyślałem, że się komuś wtedy mogę narazić i że zablokuje to kompletnie moje szanse na przyszłą karierę. powiedziałem, co myślałem, bo czułem ogromne pokłady niesprawiedliwości. w 2011 roku po raz kolejny przeprowadzono polskie preselekcje, zmian nie dokonano praktycznie żadnych. eurowizję skończyliśmy wtedy na ostatnim miejscu i nie pozostało nic innego, jak tylko wycofać się z konkursu.

po dwóch latach na szczęście, ktoś się obudził, zrozumiał, że zmiany są potrzebne i że potrzebny jest nowy system wyboru reprezentanta, potrzebna jest przede wszystkim pomoc kolejnym polskim wokalistom. i tak bardzo jak zmieniał się sam konkurs, przywracając czasy swojej świetności i renomy z dawnych lat, lansując hity, które zawładnęły rynkami europejskimi i nie tylko, jak w przypadku “euphoria” Loreen, tak samo polska zmieniła swoje nastawienie do konkursu. o mnie już dawno zapomniano. a ja z kompletnie zablokowanymi drzwiami w telewizji cieszyłem się, mimo wszystko, że renoma konkursu, w który od zawsze wierzyłem, powraca i budzi coraz większe zainteresowanie. polska nie tylko zmieniła nastawienie, ale naprawdę walczy o zwycięstwo w tym ogromnym wydarzeniu muzycznym całego już świata, gdyż dołączyła do nas Australia, a konkurs transmituje się też w Ameryce Północnej, Azji.

moje eurowizyjne chwile są absolutnie niezapomniane i cudowne. podczas 2 tygodni w oslo spędziłem czas mojego życia. za nic nie zamieniłbym tych wspomnień. poznałem mnóstwo wyjątkowych ludzi, przyjaciół z całego świata, stałem się członkiem ogromnej eurowizyjnej rodziny.

w tym roku oglądałem wszystko z zapartym tchem, szwecja stanęła na wyżynach swojej genialności organizując całe widowisko. bardzo się cieszę, że wygrała jamala, mój absolutny numer 1 w tym roku. cieszę się nie tylko dlatego, że ją znam i szanuję, ale jej występ i utwór jako jedyny sprawił, że moje ciało pokryło się gęsią skórką. jestem dumny z michała szpaka, który nas w tym roku reprezentował i poleciał wysoko niczym adam małysz przynosząc nam chwałę i dostarczając niesamowitych emocji! 8 miejsce w konkursie znaczy dla nas bardzo dużo. nie zrozumiem chyba tego całego zamieszania z jury i ludzi, którzy twierdzą, że powinno się jury usunąć, lub co gorsza tworzy się jakieś spiskowe teorie, że polski się nie lubi i dlatego nie dostajemy punktów. to jasne, że niektórzy zyskują, a inni tracą w rozrachunku matematycznym, ale profesjonaliści z 42 krajów są po to, by wydawać swoje opinie i dawać szansę utworom, które mają wysoki poziom, a są często pomijane w głosowaniach widzów, gdyż nie są okraszone drogimi wizualizacjami, światłami, fajerwerkami. mówicie, że głosowanie jury było polityczne, ale najwięcej punktów otrzymała australia, która nie ma nic wspólnego z polityką jakąkolwiek w konkursie?! cieszę się, że eurowizja znów przynosi emocje, że rozmawia się o niej coraz więcej. michał już na zawsze pozostanie częścią tej wielkiej rodziny, jest teraz jednym z nas! a jeśli pytacie mnie, czy wrócę kiedyś… tak, wrócę, bo teraz jestem na to gotowy!