witajcie na martinfitch.com!

długo mi zajęło, żeby zdecydować się na stronę internetową. ciągle było dużo ważniejszych spraw na głowie, tysiące wymówek, lenistwo i do tego sam nie wiedziałem dokładnie, czego chcę i jak ta strona ma wyglądać. ale zacznę od początku, będzie mi łatwiej usprawiedliwić, czemu czekałem tak długo…

od kiedy pamiętam marzyłem o tym, by być na scenie. zadania domowe w szkole często przepisywałem od kolegów na kolanie, bo wiecznie z głową w chmurach, albo na wyjazdowych festiwalach, albo występując na wszelkich możliwych konkursach muzycznych, bądź recytatorskich. zwyczajnie, nie zawracałem sobie głowy takimi „błahostkami”. czułem, że mam w życiu jakiś „wyższy cel”. muzyka towarzyszyła mi od narodzin. niewiele pamiętam z czasów dzieciństwa, ale piosenki śpiewane przez moją mamę przed snem, znam do tej pory, a akordeon taty nadal leży gdzieś w szafie, choć teraz pewnie pokryty już toną kurzu. później bawiłem się w przedrzeźnianie pań przedszkolanek i wszystkich możliwych nauczycieli, aż w końcu ogłosiłem dumnie wszem i wobec, że będę aktorem. miałem wtedy jakieś 10 lat, ale powiedziałem to z taką pewnością siebie, że nie mogło być inaczej. nikt jakoś specjalnie się wtedy tym nie przejął. no może jedynie moja siostra, która ciągnęła mnie na wszystkie chóry, zespoły i festiwale, które notabene zawsze wygrywaliśmy, bo „jaki ładny ten duet i to braciszek ze swoja starszą siostrą”. dotrwałem cudem do końca liceum i z marnym świadectwem maturalnym (prawie same dwóje i tróje) powędrowałem na akademię teatralną – czyli studia moich marzeń. tam nikt mnie nie pytał o to, czym mitoza różni się od mejozy (nadal nie mam pojęcia)… poczułem, że jestem wreszcie wśród „swoich”. po drugim roku zacząłem pracę w teatrze muzycznym roma, spełniając kolejne marzenie – pracę w musicalach. zacząłem grać w kilku serialach, prowadzić programy dla cartoon network, grać role w słuchowiskach radiowych, a nawet użyczać głosu dziesiątkom postaci z kreskówek. nawet spełniłem marzenie z dzieciństwa i śladem edyty górniak pojechałem na konkurs piosenki eurowizji, reprezentować polskę w 2010 roku. wiodłem bardzo ciekawe i zapracowane życie, ale coś było nie tak, czegoś mi brakowało. obudziłem się pewnego pięknego dnia i postanowiłem, że muszę coś zmienić w swoim życiu…

po odejściu z teatru wpadłem w mały dołek, bo wiedziałem, że czegoś chcę, ale nie wiedziałem czego. postawiłem wszystko na jedną kartę, kupiłem bilet w jedną stronę i zdecydowałem, że wyprowadzę się do mojego ulubionego miasta na świecie… do londynu.

tu narodziłem się na nowo. to miasto dało mi szansę spojrzenia na siebie z innej perspektywy. zrozumiałem, czego tak naprawdę chcę od życia i na nowo odkryłem w swoim sercu muzykę, zacząłem pisać własne utwory. piszę o swoim życiu, o miłości, o porażkach, o tym, co kocham, czego nie znoszę i jak widzę otaczający mnie świat. rozpocząłem również współpracę z kilkoma znanymi brytyjskimi producentami, którzy do tej pory nagrywali m.in. z edem sheeranem, sonique, czy janet devlin.

wiem, że przyszedł czas na to, by podzielić się swoją muzyką i tym, co czuję. zrozumiałem, że urodziłem się po to, by być na scenie. nie po to, by grać przygotowane role, ale po to, by być sobą.